czwartek, 03 marca 2011

Wkrótce znów wyruszymy w kulinarną podróż na Polesie i ...

Po nieobecności musiała przyjść obecność, bo życie nie znosi próżni. Dostaliśmy wiele maili, żeby kontynuować podróż po Lubelszczyźnie. Z większym naciskiem na to, co w danym miejscu poza smakowaniem przy stole może się zdarzyć.

Do opisu poszczególnych restauracji dodawać będziemy zabytkowe miejsca i ciekawostki, wybierając te, w których można naładować akumulatory i odsapnąć od zgiełku.

Serdecznie pozdrawiam sympatyków Kulinarnego Lublina. On.

07:40, kulinarnylublin , restauracje
Link Komentarze (7) »
niedziela, 21 czerwca 2009

Kuchnia: polska, domowa. Extra: organizacja przyjęć. Alkohole: wszystkie, a także wino z beczki. Ceny: . Sala dla niepalących: cały lokal. Miejsca: 36, ogródek. Dzieci: można zamówić pół porcji. Godziny otwarcia: . Kontakt: .

 


 

Cosy wooden cottage on the way Lublin-Zamość. Small garden, trees, jasmin bushes and polish home-like cuisine. Fresh soups (we recommend żurek), knuckle and potatoe fritters with souce for hungry drivers. What we found the most interesting was a kind of fricasse made from letil. A dish that used appear often on the tables of polish nobelty.

 


 

Ona:

Stoi przy drodze i wygląda trochę jak chatka z bajki. Drewniana, wśród drzew, z okiennicami, ogródkiem i kotem. Takim, co myje się na ganku i pręży na oknie. Jadąc "do" wstąpiliśmy na smaczny, domowy żurek, ale postanowiliśmy zajrzeć do Rzymu również w drodze powrotnej.

Dużo słyszałam od Niego o szlacheckiej potrawie - soczewicy podawanej w Rzymie, więc od razu chciałam spróbować. Dobra była, ale zmartwiona trochę przebywaniem w zamrażarce, a potem w mikrofalówce. On trafił lepiej, bo żeberko dostał delikatne, miękkie i bardzo ziołowe. Dobrze, że powolił podjadać.

Drugi wybór nie był już tak prosty. Myślałam o rybie, ale nie był to akurat dzień świeżej dostawy. Diabelski placek z mięsnym sosem wyglądał ładnie i okazale, ale akurat tego dnia mnie nie kusił. Podobnie jak golonka w ciemnym piwie i z czosnkiem, ani świeżonka, choć zapowiadały się aromatycznie. Po naradzie z szefową kuchni wybrałam wreszcie polędwiczki z fasolą. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie na widok zaledwie kilku ziarenek fasoli schowanych w sosie. Okazało się, że akurat wtedy fasolka po prostu się skończyła. Braki mógł nadrobić dobry, specjalnie dla polędwiczek przygotowany sosik, gdyby nie pachniał aż tak bardzo popularną, sztuczną przyprawą. A polędwiczki? Jedna trochę do żucia, drugą trudno było przekroić. Wniosek: idea dobra, ale szkoda, że odgrzewane.

Naprawdę dobre przyszło na deser: racuszki jabłkowe z cynamonem, jedzone wśród jaśminów i wiosenna burza. No i kocie tulenie.

Duży plus: przyjemnie zaskoczyła mnie kawa. Poprawnie zaparzone espresso niezłej jakości, podane z małą czekoladką. Uwaga, cena to połowa tego, co w lubelskich kawiarniach.

On:

Czasem powroty do ulubionych miejsc bywają bolesne. Wiele opowiadałem Jej o soczewicy po szlachecku. To staropolskie danie zawsze w Rzymie mi smakowało. Niestety - zamiast ideału na stole pojawiła się zmaltretowana w mikrofali soczewica. Znacie to uczucie, dużo mąki na zageszczczenie potrawy i klajster na talerzu.

Humor poprawiły mi żeberka w bardzo domowym sosie. Z lekkim aromatem cebuli, rosołu były harmonijnie doprawione i byly to jedne z lepszych żeberek jakie ostatnio jadłem.

Polędwiczki z fasolą, które Jej podjadałem zapowiadały się na pyszne danie. Ale mięso kucharka zbyt długo przytrzymała na talerzu. A fasolek było kilka. Tyle, co kot napłakał. Rozumiem przydrożne oszczędności. Ale nie aż tak.

Honor obiadu uratował placek po diabelsku. Choć zamówiłem połowę, to nieźle i w końcu smacznie podjadłem. Ale podsumowanie nie wypada na korzyść. Kilka lat temu w Rzymie jadało się doskonale, teraz sporo gorzej. A szkoda, bo chata wysmakowana, z boku podwóreczko z jaśminami, sentymentalny ogródek przed.

09:31, kulinarnylublin , restauracje
Link Komentarze (7) »
sobota, 11 kwietnia 2009

Kuchnia: swojska, polska, super ceny!. Extra: zawijas opolski, przytulny hotel na górze. Alkohole: wszystkie. Ceny: 10-15. Sala dla niepalących: Tak. Miejsca: 50, ogródek: 40. Dzieci: małe porcje. Godziny otwarcia: 10-21, Kontakt: tel. (081) 827 42 20


Traditional polish rustic and home-like cuisine. With huge amounts of food for hungry guys and delicate flavours fo girls. Worth tasting: herrings (hors d'oeuvre), carp in cream, 'zurek' (the soup), pork&mushroom wrappings and incredibly exquisite goose liver with peach.  Always fresh fish from local ponds. Always today's soup. 


Ona:

Długo czekałam na ponowną wyprawę do Opola Lubelskiego. Choć od tej pierwszej wyprawy i ja już inna, i On już inny, to ochota na coś dobrego pozostała ta sama. Weszliśmy do "drewnianego" wntętrza: półmrok, całkiem sympatycznie, ale wybraliśmy taras i siedzenie w wielkiej beczce po winie. Najpierw był tam "Tiger", a potem my. Długo spieraliśmy się o zawijasa - też chciałam zamówić, bo nos mi podpowiadał, że będzie dobre. W końcu poprosiłam o pstrąga, ale On obiecał złamać swoją żelazną zasadę i pozwolił mi podjadać ze swojego talerza.

Na początek jednak szczawiowa. Intrygująca niepewność. Niby wszystko jak trzeba, tylko skąd ten nadprogramowy smak? Potem okazało się, że dziś akurat rosołek był mocno selerowy i właśnie to zaburzyło mi szczawiowość. Dowód to jednak, że zupy zawsze są na dzisiejszym rosołku.

Ale co za dużo dywagacji, to niezdrowo, trzeba było zatem zapoznać się z zawartością wielkich talerzy, które z uśmiechem podsunęłą nam ciocia Irenka. Najpierw On odkroił mi starannie kęs zawijasa - dobre! może to i jadło chłopskie, ale dla głodnej dziewczyny też w sam raz. A teraz czas na mojego pstrąga. Ciocia Małgosia obiecała, że będzie czosnkowy. Trochę był (następnym razem poproszę o więcej czosnku), był też trochę vegetowy, a miejscami wcale nie przyprawiony. Polecam jednak szczerze. Przede wszystkim dlatego, że w Karczmie mają ryby z pobliskiej hodowli - są więc świeże, delikatne i bardzo zdrowe. Jak mój pstrąg z wielką porcją warzyw.

A na koniec desery były dwa. Pierwszy to szarlotka z ciemnym ciastem i bitą śmietaną, czyli niespodzianka od cioci Ani. Ale jeszcze większym zaskoczeniem były obłędne wątróbki gęsie z brzoskwiniami. Wyśmienite, godne najlepszej restauracji. Tak dobre, że On podsuwał mi kęski ze swojego talerza... mmmm...

A skąd te "ciocie"? Bo paniom z Karczmy Opolskiej tak dobrze razem się pracuje, że stworzyły jedną rodzinę. Wspierają się i mówią do siebie czule "ciociu". I nawet jak się nie ma z kim na spacer po Opolu pójść, to warto tu przyjechać dla serdeczności w Karczmie.

 

On:

Dziś takich restauracji już nie ma. Dlaczego? Bo kucharki gotują tam tak, żeby smakowało szefowi. A jak szefowi smakuje, to i gościom będzie. Karczma mieści się w piwnicach kamienicy stojącej w centrum Opola Lubelskiego. Sklepienia zabytkowe, podwórko z beczkami po winie, w których może wygodnie usiąść cztery osoby.

Zamówiłem flaki. Trafiłem. Smaczne, dobrze doprawione, gęste, zawiesiste. Takie, co to stawiają na nogi. Ona skusiła się na szczawiową. Spróbowałem. Na mocnym rosole z selerem. Jego aromat wybijał się na pierwszy plan. Na drugie wybrałem z karty zawijas opolski. Jest potężny. W środku mięsa kryło się pikantne nadzienie z akcentem na kiszone ogórki. Choć wolałbym z grzybów leśnych, to i tak jedzenie było świetne. Na deser była domowa szalotka. Wydawało się, że już nic nie dam rady zjeść, gdy w karcie dostrzegłem wątróbki gęsie w sosie brzoskwiniowym. Skąd tak luksusowe danie w Opolu Lubelskim? Wyszło szydło z worka. To ulubiony przesmak właściciela. Gęsie wątróbki były na szóstkę. Rewelacyjne. Ciężko opisać słowami to, co działo się na moim podniebieniu. Ona patrzyła, potem zaczęła podjadać. Już postanowiliśmy. Po świętach jedziemy na wątróbki.

W Karczmie Opolskiej jada się swojsko i bardzo tanio. Ciekawe, że codziennie spotkać tu można smakoszy z Lublina. O karczmie zwiedziała się Warszawa. Bywają tu politycy z pierwszych stron gazet, aktorzy i dziennikarze. Co jedzą? Śledzie, karpia w śmietanie, żurek opolski, zawijasa, schabowego na cały talerz i gęsie wątróbki. Co ich tu ciągnie? Swojskie klimaty, możliwość pogadania przy barze z miejscowymi, dobry hotel nad restauracją i wieczorny spacer po Opolu Lubelskim? Myślę,że wszystko po trochu. Ale domowe jedzonko przede wszystkim. 

02:02, kulinarnylublin , restauracje
Link Komentarze (6) »
sobota, 04 kwietnia 2009

 

Kresowe pierogi pochodzą z miejscowości nad Bugiem. Pieczono je przy okazji pieczenia chleba. Nadzienie zwane duszą składało się maku, fasoli i przypraw. Ciasto było chlebowe. Zapomniany przepis odtworzyły nauczycielki i uczennice z Zespołu Szkół Rolniczych im. Ireny Kosmowskiej w Korolówce-Osadzie.

Składniki:
Ciasto: 5 dag drożdży, pół l. mleka, 5 łyżek cukru, 1 kg mąki, ¾ kostki masła, 6 żółtek, 2 jajka, szczypta soli.
Nadzienie:
15 dag maku, 40 dag fasoli Jaś, suszone gruszki i śliwki, 3 łyżki cukru, ¼ kostki masła, 2 białka, szczypta soli.

Wykonanie:
Zrobić zaczyn. Wymieszać drożdże, podgrzane mleko (pół szklanki), 2 łyżki cukru, 2 łyżki mąki. Zostawić do wyrośnięcia, aż podwoi swoją obecność.
W mące zrobić dołek i wlać rozczyn. Jajka utrzeć z żółtkami i cukrem na puszystą masę. Dodać do ciasta. W trakcie wyrabiania powoli dolewać resztę mleka. Dodać sól. Wyrabiać ciasto do momentu, aż będzie odstawało od rąk i miski. Dodać roztopione masło. Nadal wyrabiać ciasto, aż na wierzchu pojawią się pęcherzyki powietrza i ciasto będzie błyszczące. Zostawić do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość.

Namoczyć fasolę na 12 godzin. Mak zalać wrzącą wodą i gotować 10 minut. Wystudzić i dokładnie utrzeć. Fasolę ugotować na miękko i ugnieść wałkiem. Suszone owoce gotować 45 minut i pokroić w kostkę. Z białek ubić pianę. Składniki nadzienia połączyć.
Ciasto formować jak pierogi. Nakładać do środka nadzienie. Nadać pierogom podłużny kształt. Posmarować z wierzchu roztrzepanym jajkiem. Wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec 45 minut w temperaturze 18o stopni C.

10:18, kulinarnylublin , nasze potrawy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 marca 2009
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30