restauracje

wtorek, 27 marca 2007

 

Kuchnia: polska, domowa. Alkohole: wszystkie. Extra: ogrody, woda i złote rybki, muzyka na żywo, sale konferencyjne, sala bilardowa, plac zabaw dla dzieci. Rezerwacja: tak. Ceny: 20-50. Sala dla niepalących: brak (sala klimatyzowana). Miejsca: 50 + ogrody 50. Dzieci: brak specjalnych dań, można zamówić pół porcji. Godziny otwarcia: 8 do 23. Pokoje: 48 miejsc (jedno-, dwuosobowe, apartamenty). Telefon: 0-81 88 10 833. www.dwaksiezyce.kazimierz.dln.pl


According to one of numerous tales about Kazimierz Dolny, there may be two moons shining over this town. It seems possible in „Dwa Księżyce” (two moons), especially in the evening when the garden in front of the hotel reminds one af a fairytale. However, this is just the first image. The second one is the church and the castle, one of the most famous views of Kazimierz that you can see from the porches of the restaurant and from the hotel rooms.

If not a spare moon you will surely find there good polish cuisine – traditional but with a sprinkle of fantasy, like parmesan or blue cheese.

Worth tasting: pierogi with parmesan, tasty soups (good old polish zurek or ‘zacierkowa’ with hand-made thick noodles). Simply the best: pancake rolls with spinach, garlic and blue cheese sauce.


Ona:

Może w ogóle są dwa księżyce... Drugi - tylko dla nas. - napisała kiedyś Maria Kuncewiczowa. Już wiem, że nietrudno o takie wnioski, czasem wystarczy spacer wieczorem po Kazimierzu...

 

Najpierw kusi ogród jak z bajki, potem przyjazne światła z dużych okien. Wewnątrz bardzo zadbana restauracja, klimaty przyjazne, domowe. Jak w salonie, z kominka sączy się ciepło.

Wieczór był jeszcze wczesnowiosenny i wiało na chłodno, więc poprosiłam o gorącą zupę. Zacierkowa - zupełnie inna niż w domu i bardzo dobra, z drobnymi kluseczkami. A potem nastąpiła przyjemność, która trwała długo. Może  przez pyszny szpinak z czosnkiem albo przez obłędny sos serowy. Może przez staranność szefa kuchni, pani Bożeny Doraczyńskiej. Były to najlepsze naleśniki ze szpinakiem, jakie kiedykolwiek jadłam. Niekończący się, fantastyczny smak.

Kawa: niekoniecznie (chyba że ktoś lubi tego typu markowe produkty). Może przeszkadzać: jeśli ktoś obok Ciebie pali.

On:

Ilekroć jestem w „Dwóch księżycach” to zawsze wybieram sobie stolik w przeszklonej werandzie, z której cudownie widać farę i ruiny zamku, w tle górę Trzech Krzyży. Można się napatrzyć i uciec od zgiełku ryneczku.

Od lat jestem fanem talentu Bożeny Doraczyńskiej, która gotuje bardzo smacznie, a po podniebieniu krążą wspomnienia i domowe smaki. Jej zupa zacierkowa to mistrzostwo świata, a ruskie pierogi podsmażone na złoto i obficie podsypane parmezanem nie mają sobie równych. Doraczyńska jest także mistrzynią sosów do mięs.

Dają tu wyborne sałatki, świetny żurek, naleśniki z szynką i wiele pyszności.

 

Wyrwaliśmy się tam na chwilę. Ona zajadała się zacierkową. Ja czekałem na naleśniki szpinakowe. Zamówiliśmy dwie wersje: w sosie z sera pleśniowego i w parmezanie.

Ja zajadałem się naleśnikami parmezanowymi. Ale zanim to nastąpiło z kuchni roznosił się zapach masełka, czosnku, szpinaku i gałki muszkatołowej.  Rozkoszowałem się powoli. A potem ten widok na farę. Aż chciało się żyć. A gdyby jeszcze udało się zobaczyć na niebie dwa księżyce.

 

Bywam tu od kilku lat. Bardzo cenię sobie właściciela tego miejsca, pana Aleksandra Serwatkę, którego zdrowy rozsądek, zamiłowanie do polskiej kuchni i kulinarny romantyzm sprawiają, że jada się w „Dwóch księżycach” tak dobrze. Ukłony, panie Aleksandrze.

23:32, kulinarnylublin , restauracje
Link Komentarze (5) »
środa, 21 marca 2007

Kuchnia: dworska, staropolska. Alkohole: wszystkie, specjalność: nalewki (Turniej Nalewek Kresowych 4 maja). Extra: catering, wesela, ogrody włoskie. Rezerwacja: tak. Ceny: 20-40. Sala dla niepalących: tak. Miejsca: 70.. Dzieci: specjalne dania. Godziny otwarcia: 10 do 22. Pokoje: 11 miejsc + apartament, ceny: 200-340. Telefon: 0-81 501 22 40 . www.dwor-anna.com.pl

The history of this manor house begins in the XV century. Although it has been rebuilt many times, it was finally restored in 1997 and nowadays reminds one of the great times of polish noblity. You can take a walk in the italian garden (XVIIIth century style), see gothic bricks in the cellars and then discover why polish landed gentry loved to feast so much.

We started with soups – one with boletus and the other with broad bean, both tasty, rich and creamy. If I had to make a choice I’d recommend "kniaź boberek soup" (vegetables, broad bean, vealballs – the recipe is about 200 years old). The next step in the menu was a delicate duck breast in raspberry sauce and this work of the chef, Andrzej Malinowski, excellent. For the main dish you can also choose between fresh fish (the pride of the manor kitchen), venison, meat or vegetarian meals and, what is important, sometimes meat in polish cuisine is a little too ‘heavy’ but here it’s purely delicious.

The manor house Anna is known for maintaining old polish culinary traditions, for instance mushroom of different kinds prepared in many delicious ways or home made tinctures that should not be passed up during your noble feast.


Ona:

Dobre miejsce na przyjęcie, miły spacer we dwoje, a nawet na twarde negocjacje. Początki dworu sięgają XV wieku (gotycka cegła w piwnicach), czyli czasów, kiedy dwory budowano wyłącznie w miejscach o łagodnym mikroklimiacie, wskazanych przez różdżkarzy. Podobno przynosi szczęście zakochanym.

Już na początku wizyty, kosztując niezwykle pysznej zupy kniazia Boberka (rosołek, warzywka, bób, pulpety z wolowiny), zrozumiałam dlaczego dawniej ulubioną rozrywką możnych było ucztowanie. Co w biesiadzie najlepsze? Gęste zupy, bogate sosy, mięsa, ryby, dziczyzna według starych receptur... szczególnie zaś polecam pierś kaczą w sosie malinowym - nie dość, że pięknie wygląda na talerzu, to jeszcze połączenie delikatnego mięsa z owocowym i umiarkowanie słodkim sosem przyprawia o szaleństwo kubki smakowe.

Dworska kuchnia to także pełnia okolicznych dobrodziejstw: maślaki w sosie podawanym do mostka cielęcego (cudo), rydze w galarecie (ciekawe, ale nie mój typ) i świeże ryby. Podobno nawet do karpią mogą nas tam przekonać, zwłaszcza jeśli jest na miodowym chlebie przyrządzony.

O rybach jeszcze (po kolejnej wizycie):

Tym razem pan Andrzej Malinowski osobiście wybrał dla nas rybne przysmaki. Sandacza z pieczonymi pomidorami i krewetkami polecam wielbicielom delikatnych smaków. Pstrąg w miodzie był miłym odkryciem dla kubków smakowych. Dla rewelacyjnego szpinaku warto było się przekonać do karpia, a sandacz w cieście cebulowym ze specjalnie przyrządzonym bakłażanem może zachwycać. Ale ten szpinak...

On:

Dwór Anna kojarzy mi się romantycznie. Pamiętam spacery w Jakubowicach, gdy były tam jeszcze ruiny XV wiecznego dworu obronnego. Szczęśliwie dwór odratowano, dziś mieści się tu jedna z lepszych resturacji w Polsce.

Lubię tam zaglądać dla Andrzeja Malinowskiego, szefa kuchni. To prawdopodobnie jeden z 3 najlepszych kucharzy na Lubelszczyźnie. Artysta.

Wybraliśmy się tam z popołudnia. Już pachniało wiosną, z pól niósł się tęskny krzyk bażantów. Na przekąskę zamówiliśmy roladę grzybową według XIX przepisu, zwaną wtedy salcesonem grzybowym. Ja nakusiłem się potem na borowikową, Ona na zupę kniazia Boberka. Jedząc esencjonalną zupę już myślalem o faszerowanym mostku cielęcym z maślakami. Poezja.

Po mostku mialem jeszcze chęć na sztufadę. Kresowy przysmak kucharz sporządził po swojemu. Było dobre. A pod powiekami snuły mi się obrazy i aromaty związane z pysznym sandaczem, godnym królewskiego stołu. Jadłem go nieraz - Dwor Anna słynie z wyśmienitych ryb.

23:50, kulinarnylublin , restauracje
Link Komentarze (3) »
piątek, 16 marca 2007

 

UWAGA, WPIS ARCHIWALNY, TEJ KUCHNI JUŻ NIE ZNAJDZIECIE :(

Kuchnia: europejska, fusion. Alkohole: wszystkie. Extra: catering, wyprawy w okolice Kazimierza. Rezerwacja: tak. Ceny: 45 - 80. Miejsca: 40 plus 40. Strefa dla niepalących, klimatyzacja. Dzieci: specjalne dania. Bogaty wybór dań wegetariańskich. Godziny otwarcia: 8-24. Pensjonat: 30 miejsc. Ceny: 1 -220, 2-340, 3-400, apartament: 450. Basen, spa, zabiegi odnowy biologicznej. Telefon: 0-81 882 10 88 .www.spakazimierz.pl


Villa Bohema is a hotel of high standard, restaurant, spa and fitness centre. This tendency to take what’s best and mix together is also a rule in their menu. Usually the term "fusion" means combinig elements but here it's more about suprising your senses and making you feel special.

Based on european cuisine, Bohema’s compositions are unique and exquisit. Each one of them, very attractively arranged is a small piece of culinary art. Apart from the beverages, there is nothing ordinary in the menu. We ordered two apetizers, hot and cold: squids (fried rings, with coating and delicious apple-sweet pepper sauce) and a salad with slices of duck breast (served in a delicate lettuce, with strawberries, peas, grains of pomegranate, pine nuts and wheatgerm). Trully, we were astonished by the creativity of the chef, Agieszka Filiks, and by her passion for cooking. As for the main dish, form the wide range of meat, fish and vegetarian options we tasted: fresh sole grilled with herbs and tomatoes and lamb in pistachio skin, with rosemary-balsamico sauce, both with grilled vegetables (in a form of a small case). Totally enchanted, tiramisu straciatella (grains of pomegranate again) and vanilla ice cream with cherry liqueur and hot cherries... pure pleasure. Needless to say, it was a gourmet meal and an enjoyable experience for the senses.


Ona:

Od samego początku, od najmniejszej przystawki, wyjątkowość. Blask, bliki, wciąż zadziwiają kompozycje smaków, podane w wyrafinowany sposób. Smakuje idealnie do tego stopnia, że przez moment moje zmysły nie radzą sobie z ogarnięciem nowej rzeczywistości. Dopiero, gdy pojawia się Agnieszka, z blaskiem w oczach i ciepło, spokojnie opowiada o pasji gotowania - już wiem, skąd wzięła mi się ta wyjątkowość.

Było artystycznie. Najlepsze kalmary (a próbowałam już u Greków, we Francji czy w Hiszpanii) podano z niezwykłym, jabłkowo słodkim a zarazem papryczkowo pikantnym sosem. O soli chcę opowiedzieć, że był w niej głęboki zapach ziół "zawinięty" razem z delikatną rybą, obok szkatułka z warzywami i szparagi zapieczone i zawiązane plasterkiem boczku.

Wcześniej zjawiły się zestawienia, o których więcej warto przeczytać niżej, a do mnie obrazkami powracają truskawki z płatkami kaczki, mnóstwo zielonych pyszności i orzeszki piniowe. A do tego ziarenka granatu jak ślady zdradzające dopiero co zaistniałą namiętność...

Czasami miałam wrażenie, że unoszę się gdzieś razem z aromatem, ale to jeszcze nie był koniec unoszenia: tiramisu (tak, unoś duszę:) zachowało kruche biszkopciki, a igranie lodami w ciepło-zimno to kolejna gra dla zmysłów w stylu Agnieszki. Bo szefowa kuchni wypracowała już własny styl. A co najważniejsze – jak sama mówi – uwielbia (ważne słowo) to, co robi i ma potrzebę ciągłego tworzenia.

On:

Kuchnia fusion jest bardzo „trendy”. Polega na twórczym łączeniu smaków, technik gotowania, przypraw, surowców, sposobów podawania. Agnieszka Filiks, szef kuchni restauracji Villa Bohema tworzy na talerzu małe dzieła sztuki, doprawia je swoim uwielbieniem. Zachwyciła mnie i już.

Na początek Ona zamówiła kalmary podane w niezwykłym, aromatycznym, zjawiskowym sosie. Ja zamówiłem sałatę z marynowanymi płatkami piersi z kaczki. Zjawiskową tak, że żal było mi zburzyć urodę małego dzieła sztuki. Dla smaku nie mam słów. W całej główce kryło się zagłębie smakowitości w towarzystwie marynowanych cebulek, truskawek, zielonego groszku i roszponki.

Krem z cykorii z paluszkami krabowymi zamówiłem ja, Ona pikantną zupę rybną. Krem zachwycał i uwodził smakowe kubki. Kiedy oddała mi pół zupy rybnej, spróbowałem i przez moje podniebienie przeszedł delikatny dreszcz rozkoszy. Coś cudownego.

To był wstęp do rozkoszy dalszej. Jagnięcina w osłonce pistacjowej z sosem rozmarynowo – balsamicznym podawana z grillowanymi warzywami godna była zamieszczenia w najlepszym albumie kulinarnym. Od kruchego comberka przez sos po genialne warzywa zawinięte w rodzaj szkatułki. O delikatnej soli na parze - pisze Ona. I znów sos był kropką nad "i". Sosy są najważniejszym, najbardziej wyrazistym i najczęściej wspominanym akcentem potrawy.Po sosie poznaje się artystę - i tak było w Villi Bohema.

Lody z likierem i gorącymi wiśniami dopełniły tej uczty. Ona rozkoszowała się tiramisu straciatella, ja delektowałem wiśniową namiętnością. Ona wyglądała pięknie, zmysłowo i wyniośle. Sprawiała mi przyjemność.

Agnieszko, dziękuję. Za kuchnię najlepszą w Kazimierzu. Byłem w "innym świecie". Na wyspie szczęśliwej.Już chcę do Ciebie wrócić..

23:06, kulinarnylublin , restauracje
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 marca 2007

Kuchnia: polska, chłopska. Alkohole: wszystkie. Extra: catering, grille, ogródek, możliwość zamówienia na wynos. Rezerwacja: tak. Ceny: 15-25. Sala dla niepalących. Miejsca: 50 plus 50. Dzieci: brak specjalnych dań. Godziny otwarcia: 11-23, czwartek - sobota: 11-24. Telefon: 0-81 532 36 17 . www.lsi.lublin.pl/sielsko



traditional polish food that used to be served in the countryside. The decor inside (and in summer outside as well) reminds one of a peasant cottage. For those who are not familiar with this type of cuisine everything would be worth tasting, e.g. roasted meat on a wooden board (a set of various types: pork, bacon, sausage) with sour cucumbers and horse-radish sauce, white borscht with egg and sausage, great choice of pierogi filled with: meat, buckwheat, cottage cheese and mint, grilled knuckle with caramel-garlic sauce or ‘lubelski’ pork chop (coated in egg).


Ona:

Pyszne, miłe, usypiające:) jedzonko - jak u mamy czy babci. Od twarożku z ziołami, przez świetnie przyrządzone mięska, po placek dla chłopa (którego wersja mini była dla mnie, ale pewnie nazwa pochodzi od rozmiarów placka). A do tego 100% pieczarek w pieczarkach i pyszne, proste sosiki.

Spróbuję uporządkować ten ogródek. Wnętrze: pomysł pól i chaty niesie duże ryzyko kiczu, ale to akurat udało się ominąć i jest sielsko, choć trochę duszno. Do takiego miejsca trudno dopasować muzykę (przy góralskich dźwiękach poczuliśmy, że już czas wyjść), więc można by ją przyciszyć. Czekanie: przyjemne, bo nie da się siedzieć obojętnie obok dzbanuszków z twarożkiem, smalcem (podobno dobrym) i ciemnego chleba. Potem pieczarki, placek, świeżonka i wszystko pyszne, a co ważne - nie przesolone. Herbata na smyczy w tym zestawie jakoś nie uwierała, ale można by się pokusić o świeżą miętę.

Może przeszkadzać: dźwięk widelca i noża skrobiących o gliniane miski

On:

Sielskie wnętrze, klimat chłopskiej izby ze świętymi obrazami, na ścianach kapliczka wyłania się z łanów zbóż i polnych chabrów. Do tego sielskie kelnerki. W kuchni rządzą kobiety i wiedzą, jak nakarmić chłopa.

Nakusiłem ją na ziemniaczany placek, który lubi. Jak było miło patrzeć. Ale zanim nacieszyła się plackiem, z pysznym gulaszem w środku i zapieczonym serem nakusiłem ją na pieczarki spod miedzy. Panierowane pod tymiankowym sosem. Sok tryskał pomiędzy jej zęby, mieszał się z tymiankowym aromatem, było dobrze.

Ja rzuciłem się na świeżonkę. Dopiero co skończyła pyrkolić na kuchni. Ona spojrzała zalotnie, poprosiła o kęs, delikatnie wzięła wargami. Było jeszcze lepiej.

Nie byłem tam pierwszy raz. Lubię barszcz czerwony z pierogiem, latem pyszny chłodnik. Wybornego pstrąga faszerowanego szpinakiem i zawiniętego w boczek. Pierś z kurczaka faszerowaną szpinakiem i oscypkiem. Najbardziej lubię chłopską zapiekankę z ziemniaków w śmietanie i z leśnymi grzybami. Jezu, jakie to dobre!

Co ważne? Są restauracje, gdzie można zaspokoić wyrafinowany gust i się nie najeść. W Gospodzie Sielsko Anielsko - da się podjeść i są Oni, którzy tak lubią. Ona wyciągnęła mnie na spacer, ja byłem jak Puchatek, który objadł się naleśników z miodem...

19:43, kulinarnylublin , restauracje
Link Komentarze (8) »
piątek, 09 marca 2007

Kuchnia: polska, autorska. Alkohole: wszystkie. Extra: catering, koncerty. Rezerwacja: tak. Ceny: od 20-40 zł. Brak sali dla niepalących. Miejsca: 60 -100. Dzieci: specjalne dania. Godziny otwarcia: od 10 do późnych godzin wieczornych. Telefon: 0-81 882 11 11 . www.restauracjakwadrans.pl


Enticing from the very first sight, ellegant in a cosy way – the decor reflects the type of food and the style the dishes are invented. Menu: generally based on polish recipies but very creative. Good selection of apetizers, the best: grilled goat cheese with cranberries and pepper-plum salad. As for the main courses, you can choose between delicate meat, fresh fish (not refrigerated, it’s always straight from the culture), venison or vegetarian ideas. The taste of every dish is aromatically emphasised with a proper sauce. We've tasted and now recommend: small pork chops rolled with saffron-white trufle sauce served with pieces of chicory grilled in honey and wrapped in italian gammon or zander in a delicate sauce made of white wine and cream with dried tomatoes. And soups - each different and worth tasting. “Kwadrans” means quarter however you’ll be tempted to spend there much more time and even to forget about it running.


Ona:

Chyba nie można zatrzymać czasu, ale w Kwadransie przyjemnie zapomina się o jego istnieniu. To miejsce, które od razu zaprasza i tak jak serdeczny uśmiech Anety i Marcina sprawia, że chce się zostać i smakować jeszcze i dłużej...

O przekąskach (zapiekany ser kozi to rewelacyjny pomysł) i daniach przeczytacie niżej i polecam, bo warto spróbować wszystkich. Wspomnę jeszcze o sosach: szafranowo-truflowy do schabu czy śmietanowy z suszonymi pomidorami do ryby, a do tego świeże zioła – co jeszcze może świadczyć o mistrzostwie komponowania?

Słodycz też mieszała się czule, a zupełną niespodzianką był (kolejny ;) deser. Wiosna na talerzu w cieple truskawek.

 

Zdumiewała mnie pomysłowość gospodarzy i kucharza – pana Piotra. W jednej potrawie ciągle pojawiał się nowy smak lub aromat, a takie połączenia nie pozwalają kubkom smakowym na znudzenie. Ale harmonia wrażeń zmysłowych nie kończy się na smaku. Są też migoczące światełka, wnętrze jak ciepły dotyk i dobrze dobrana muzyka.

Wychodząc (tak, trudno, musiało to nastąpić) wiedziałam, że obdarowano mnie nie tylko błogością i zatrzymaniem czasu. Spokój przyszedł z troskliwej obsługi, a radość z pasji gospodarzy.

I pewnie tej pasji im wystarczy, żeby zainteresować się kawą i podawać też dobre herbaty.

On:

Bezpretensjonalna restauracja z wysmakowanym wnętrzem pełnym zegarów. 3 rok na przekór kaimierskiej rutynie kulinarnej.Serdeczni gospodarze. Czyli Aneta i Marcin Marciniakowie. Oraz profesjonalna, dyskretna obsługa kelnerska. No i ta kuchnia.

Wyrwaliśmy się do Kazimierza, żeby zwolnić czas. Na początek spróbowaliśmy słynnych kozich serów na gorąco. Jeden z pieprznym sosem śliwkowym, drugi w plasterkach złocistego boczku. Po przystawkach Ona miała ochotę na ognistą zupę, ja spróbowałem rosolnika z pierożkami z wołowiną. Dobre. W przerwie posmakowaliśmy kołdunów z masełkiem. Wstęp został zrobiony.

Daniem wieczoru był rewelacyjny zawijas schabowy z cukinią i kozim serem podany z sosem na bazie białej trufli. Do tego młody kucharz podał cykorię zawiniętą w szynkę parmeńską z miodem zapieczoną w piecu. Wysmakowane, pełne finezji danie.

Poszliśmy na spacer. Po spacerze Ona zajadała się owocami w karmelu i pomarańczą z serkiem mascarpone. Oba desery były bardzo czułe. Ja zamówiłem sobie makaron z okoniem nilowym w cudownie śmietanowym sosie z suszonymi pomidorami. Ona się skusiła. Na finał oboje spróbowaliśmy pstrąga gotowanego na parze ze świeżymi ziołami z dodatkiem roztopionego masła.

W tle zmysłowo tliła się muzyka, zadźwięczał któryś z zegarów, kulinarne kuszenie było coraz bardziej intrygujące. Trwało potęgowanie zmysłów, czas płynął coraz wolniej, Lublin był daleko, nie chciało się wracać.Było bezpiecznie...
Co przeszkadza? Jak kucharz zapomni wygrzać talerzy. Brak dobrej kawy z tygielka. Ciekawej herbaty!

22:38, kulinarnylublin , restauracje
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 marca 2007

Kuchnia: polska, dziczyzna. Alkohole: dobre wina, nalewki. Extra: catering, wesela. Rezerwacja: tak. Ceny: 20-40. Sala dla niepalących. Miejsca: 100. Dzieci: specjalne dania. Godziny otwarcia: 7-22. Hotel***: 40 miejsc. Telefon: 0-81 821 15 80 , www.zajazd-marta.pl


Marta’s Inn is a real treasure that you can either come across on the way south or visit deliberately for a weeked off. Anytime you’ll be welcomed with cordiality, home made food and warm, home-like ambiance. Some kind of general pleasantness that makes you want to return just as if you’ve been visiting family for holidays.

Merry fire in the fireplace, hunting trophies on the walls, fine vension and fresh fish in the menu. Although 'fine' may be underestimating because they serve the best venison in the region. That is why you need to try it with spanish sauce and mushroom. Marta's Inn is also famous for serving wild boar, moose or bison meat just like in old menu of polish kings. Apart from hunting, more polish traditional cuisine: kolduny (small version of 'pierogi' served in chickensoup), lamb with a light sauce and tarragon, sirloin in brandy (with peas), salads and home-grown vegetables or some delicious french elements, like creamy soups and quiche with leeks ham and bacon or without meat. After that, Marta's home-made nut tincture is recommended.


Ona:(była zachwycona)

Złota łyżka przyznana "Marcie" za najlepsze w regionie potrawy z dziczyzny to dobry powód, żeby obowiązkowo zamówić sarninę (z grzybami). Kołduny też najlepsze, bo kiedy goście spróbowali tych podawanych Piotrowi, stwierdzili, że pobijanie rekordu musi być całkiem przyjemne.

A moje przyjemności? Domowy kisz z porami smakował mi lepiej (i czulej na pewno) niż we Francji. Potem jagnięcina, świetne warzywa, marynowane grzybki.. Kolejna przyjemność (zwłaszcza po jedzeniowych przyjemnościach) to orzechówka, w kilku wariantach i bardzo się cieszę, że poznałam ją już wcześniej - w czołówce zwycięskich nalewek na jednym z turniejów.

Jest też więcej niż przyjemność. Lubię czasem pojechać gdzieś przed siebie, bywa, że bez celu, ale teraz wiem, że takim celem będą ciepłe dłonie pani Marty. Bo już tęsknię.

On:

Pojechaliśmy tam na prywatne zaproszenie Piotra Bikonta, który bił swój prywatny rekord świata z jedzeniu kołdunów. Zjadł ich 151 i się nie rozchorował. To jest dowód na znakomitą kuchnię. Zawsze ilekroć tam jestem wspominam dedykację Pawła Kukiza: "Martusi kochanej Piersi zgłodniałe".

Choć już miłość do jedzenia we mnie stygnie, to w "Marcie" grzeszyć kulinarnie nadal lubię. Ostatnio różnymi sałatami, rewelacyjnym ciastem z porami, genialnymi zawijaskami z szynki parmeńskiej i sera koziego, kołdunami. Ale najbardziej smakuje mi tam jagnięcina. Delikatna, we własnym sosie, z estragonem. Z warzywami z wody jest obłędna.

Ale jagnięcina to nie wszystko. Ilekroć w "Marcie" jestem nie mogę odmówić sobie przyjemności z rewelacyjną wątróbką duszoną w wódce z sojowym sosem i pieczarkami. Na miano arcydzieła zasługuje polędwica wołowa flambirowana w koniaku z zielonym groszkiem.

Bardzo smakuje mi w "Marcie" sarna w sosie hiszpańskim i rewelacyjna dzika kaczka. Kiedyś byłem wielkim fanem golonki, dalej jestem ale już nie jem, bo wolę jeść dietetyczniej. Czasem nakuszam się na bigos myśliwski. Dla zwolenników lżejszej kuchni - polecam łososia, pstrąga z ziołami i naleśniki ze szpinakiem.

Na deser zamawiam w "Marcie" ... tatara. Nie ma lepszego na Lubelszczyźnie.

Koniec recenzji.

 

14:30, kulinarnylublin , restauracje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 marca 2007

Kuchnia: śródziemnomorska. Alkohole: wina. Extra: catering kameralny. Rezerwacja: tak. Ceny: 20-40. Strefa dla niepalących. Miejsca: 35. Dzieci: specjalne dania. Godziny otwarcia: 7-22. Telefon: 0-81 501 52 22 . www.restauracja-pavillon.com.pl


Somewhere in a park between the spa centres of Nałęczów you can discover the real italian taste and passion for cooking. Pavillon is definitely one of the best restaurants in the region and even a professional gourmet should be satisfied with their service. Wheteher you opt for meat (saltimbocca, osbucco, duck carpaccio) or pasta (penne with truffle sauce, parpadelle with spinach and garlic) you can be sure it’s delicious and trully italian. What is more, the apetizers are well composed and the mixture of tastes will not let your senses be bored. The restaurant has also an interesting selection of wines (from fresh to dry) and quite good coffe, best when percolated in an old coffee machine.

 


Ona:

Każda wizyta w Pavillonie jest dla mnie ważną lekcją. Uważną też. Kaja i Jerzy opowiadają, dopełniają, wymyślają, podają, rozchmurzają, a niebo z każdym kęsem coraz bliżej. Czasami tyklo myślę :"Skądże mi to?", ale przecież tak to już jest, że bywa pięknie.

Obłędne makarony, tak mogę napisać najkrócej. Tu nie oszukują. Smakuje jak w dobrych włoskich restauracjach. Teraz już boję się zamawiać cokolwiek z karty "pasta" w innym miejscu. Jeśli ktoś zastanawia się nad podawaniem makaronów w swojej restauracji, to najpierw powinien spróbować ich w Pavillonie, a potem ponownie rozważyć ten pomysł.

Cudownie skomponowane przystawki i idealne dla zmysłów połączenia, np. słodko-bezowo z sosem balsamico. A do tego zawsze można liczyć na dobre wino.

Mięsko: zawsze rozpływa się w ustach.

Kawa: może być w wersji poprawnej lub w wersji z kuszącą cremą (a to ze starego ekspresu, o którym Jerzy lubi opowiadać). Albo z grappą.

ech, wiosna i Nałęczów... ale przede wszystkim Pavillon. Znajomym polecam na randki lub rocznice, może być na urodziny (wiem coś o tym :) i na każde ważne spotkanie. To jedno z takich miejsc, do których jedzie się, by uzyskać stan wewnętrznej błogości.

On:

Kulinarna świątynia dla smakoszy, uznanie Bikonta i Makłowicza, według mnie w pierwszej piątce najlepszych restauracji po prawej stronie Wisły. Kto lubi włoską kuchnię, będzie zachwycony. Byłem tam kilkanaście razy i za każdym - spotyka mnie coś miłego. Od carpaccio z kaczki, przez poemat z cukini i bakłażanów, rewelacyjne grzyby shitake z warzywami. Warto zjeść tam saltimbocca alla romana, osobucco (gicz jagnięcą w pomidorowym sosie), jagnięcinę, indyka z warzywami.

Ale ja jeżdżę tam na makarony. Od penne z sosem truflowym po parpadelle ze szpinakiem. Byliśmy tam wczoraj na wiosennym obiedzie. Jerzy Strzyż, dobry duch tego miejsca, restaurator ekscentryczny i z pasją podpowiedział wiosenną przekąskę. Na łożu z sałaty i koperku spoczywały sardynki oraz łosoś w towarzystwie suszonych pomidorów w oliwie oraz czosnkowej pasty z awokado. Jakież to było dobre. Parpadelle ze szpinakiem i czosnkiem - wyborne. Na deser była beza lodowa z cudownym sosem balsamico.

Na koniec kawa ze słynnego ekspresu oraz kieliszek nectar angellorum. Posiłkowi towarzyszyły dobre wina. A wszystko zgodnie z zasadą: Jeśli w ciągu tygodnia będziesz jeszcze czuł smak win i potraw, jeśli nadal będziesz słyszał muzykę w głowie, docenisz nasz kunszt.
Podsumowanie:
Było i się zbyło. Nie ma już Pavillonu. Ale wpis na jego cześć zostawiamy. Kaja Pająk gotuje teraz w Restauracji Różanej w Lublinie. Tam też spotkacie Jurka Strzyża, oryginała, pasjonata, et cetera...

05:26, kulinarnylublin , restauracje
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30