Blog > Komentarze do wpisu

Old Pub, Lublin, ul. Grodzka 8

 

Kuchnia: super ryby, steki, meksykańskie smaki, międzynarodowo. Extra: sala muzyczna, galeria, catering. Alkohole: wszystkie. Ceny: 10 - 100. Sala dla niepalących: tak. Miejsca: 96 (50 + sala bankietowa na 46 osób). Dzieci: specjalne dania, w niedzielę gratis. Godziny otwarcia: 10-20. Telefon: 0-81 534 88 20, 0-81 743 71 27. www: www.oldpub.pl

It is said that Old Pub is one of the restaurants most visited by foreigners. Probably because of it's international cuisine, it might be also because of the 'art nouveau' decor. Facts: if you order combo fajitas, you know it's really fajitas. Duck, shrimps, sophisticated fish or meat dishes don't seem to be a problem for the chef. As well as polish cuisine, less typical and more refined though.


 

Ona:

 

Już dawno słyszałam o meksykańskiej kuchni w Old Pubie. I nic. Słyszałam o wykwintnych rybach. Też nic. Dopiero barszcz i uszka przed Wigilią mnie skusiły. I dobrze.

 

Eleganckie, ciepłe wnętrze kusi Gaudim i zapowiada coś niezwykłego na talerzu. Na przykład zupę szmaragdową... Wygląda interesująco i faktycznie szmaragdowo, a smakuje delikatnie - aksamitny krem kawałkami wędzonego łososia, a do tego przepiórcze jaja. Albo pomarańczowe naleśniki z kaczką. Nietypowe połączenia, które świetnie się uzupełniają, bywa że zaskakują, a na pewno tworzą wielowymiarowy smak potraw.

 

Kiedy zachwycałam się szmaragdowym kremem, On podsunął mi łyżkę z żurkiem na borowikach. Aromat mocny, a smakowało jeszcze lepiej. Potem przyszedł czas na podejmowanie decyzji. On dał się skusić na aromatycznego okonia morskiego, a ja tamtego dnia potrzebowałam dużo ciepła, więc poprosiłam o coś z kuchni meksykańskiej. To był taki dziwny dzień, że najchętniej schowałabym się gdzieś daleko, dlatego długo błądziłam po karcie i nagle przypomniało mi się, że „el luna es del queso”- tak o Księżycu z sera mówił czasami mój nauczyciel do nieobecnych myślami studentek, więc mój wybór padł na quesadillę. Przyrządzona starannie po meksykańsku, tyle że z polskich składników (nie może być inaczej), więc dobra i poprawna. Salsa naprawdę dodała mi ciepła, do tego kojąca śmietana i mięsko w chrupiącej tortilli. „Raz na pół roku można zjeść” – powiedział On po skosztowaniu kęsa, który mu skomponowałam.

 

Nagle na talerzu obok zapachniało ziołami. Pojawiła się delikatna ryba. No tak, On znów wybrał lepiej. Dlatego właśnie, kiedy przyszła pora deseru. zdałam się na jego wybór. Mmmm... skwierczące krewetki. W końcu ciepło. I uśmiech.

  

On:

 

W Old Pubie mam słabość do sali muzycznej, gdzie na ścianach wiszą instrumenty. Dużo ciepłych kolorów, odcienie złota, schodki i zaułki sprawiają, że to dobre miejsce dla romantycznych wytchnień. Poszliśmy tam w kończącym się roku, bo Ona lubi meksykańskie jedzonko. Ja lubię rydze z patelni – które są wyśmienite. I gęsie wątróbki z konfiturą jeżynową. Zwolennicy porządnych steków znajdą tu T-Bone Stek – duża przyjemność.

 

Kiedy Ona zamówiła wytworną zupę, ja zażyczyłem sobie ciemny żur grzybowy. Mocny, przaśny, rozgrzewający. To najlepszy żur w Lublinie. Zjadłem dwie porcje z kociołka. Trzeba było odpocząć.

 

Na drugie wybrałem rybę. Wcześniej jadłem już doradę z warzywami, którą Marek Kulpa, szef kuchni robi tak jak trzeba. Teraz skusiłem się na okonia morskiego pieczonego w całości w sosie rozmarynowym z suszonymi pomidorami. Kęs za kęsem smakował coraz bardziej. Okoń nie miał ani jednej ości, miał za to dobre mięso. Z sosem rozmarynowym był coraz lepszy.

 

I przyszedł czas na deser. Zamiast tiramisu albo innych słodkości zamówiliśmy sobie królewskie krewetki z rusztu podane na patelni. Pachniały, skwierczały, smakowały. I znikały jedna za drugą. Uczta była królewska. Ona mrużyła oczy i znów mruczała kochane Mmm...

W Old Pubie jest drogo. Ale raz na jakiś czas warto wybrać się tutaj dla wykwintnej kuchni. Jest jeszcze coś. Kamienica, w której mieści się ta trochę baśniowa restaurcja ma niezwykłą historię i legendy w tle. Już w 1635 roku istniała tutaj winiarnia należąca do Agnieszki Piotrowszczykowej, żony Ławnika koronnego. W okresie międzywojennym mieściła się tu także herbaciarnia. Idealne miejsce na romantyczną randkę, wytworny obiad, biznesową kolację czy rodzinne biesiadowanie.

niedziela, 30 grudnia 2007, kulinarnylublin

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: maku, *.xdsl.centertel.pl
2010/09/15 22:37:13
Kuchnia może i dobra, ale denerwują mnie te nadąsane panie kelnerki.