Blog > Komentarze do wpisu

U Stasia, Tarnogród, Rynek 75

 

Kuchnia: Jak z bajki  PRL, polska, domowa. Extra: potrawy na wynos, catering. Alkohole: wszystkie. Ceny: 10 - 15. Sala dla niepalących: tak. Miejsca: 170. Dzieci: można zamówić pół porcji. Godziny otwarcia: 10-20. Telefon: 0-604 452 145.

This place looks exactly how it used to in the socialist Poland: a local restaurant with good soups and the best pork chop in the Lublin region. A lot, tasty and cheap :)

Ona:

Już po pierwszych chwilach w oddzielnej części dla niepalących zrozumiałam, dlaczego można być fanem Stasia i dlaczego w Tarnogrodzie jest tak, że do Stasia przychodzi się po same dobre rzeczy. Koniec deszczu ze śniegiem, słońce ogrzewało parapet, a nas rozgrzewał pyszny żurek - taka dobroć z jajkiem na dnie miseczki. Uśmiechało się samo i było tak dobre, że On nie jeżył się na mnie już do końca następnego dnia.

U Stasia zupy gotuje się codziennie, tak żeby było na pokrzepienie dla każdego - i to dosłownie dla każdego, bo zupę dnia można spałaszować już za 2,50zł. Można też zamówić to, czego nie ma (nawet krwawą Merry :), ale przecież i tak jest dużo, a to, co jest, opiszę krótko: To naprawdę dobra kuchnia. Się wie od razu, po pierwszym kęsie schabowego, prawdopodobnie najlepszego na Lubelszczyźnie. Obowiązkowo są pierogi i pieczeń, a zawijaski też dobre. Wszystko idealnie na przekór diecie niełączenia czyli tak, jak powinno być na polskim domowym stole. A jakie kluseczki do tego schabowego...

On:

Takie knajpy powoli znikają z pejzażu. Kiedyś była tu restauracja made in GS (Gminna Spółdzielnia). Czar geesowskich knajpek uwielbiał Kazimierz Grześkowiak, żadnej na Lubelszczyźnie nie przepuścił. Stanisław Bukowiński, zwany w Tarnogrodzie Stasiem lub Szeryfem - wziął od GS-u lokal, nazwał go "U Stasia" i sam stanął za kuchnią. Jestem fanem "Stasia", z przyjemnością zabrałem Ją na schabowego.

Zaczęliśmy od śledzika. Jak chłopy obok. Kiedy tylko odszedłem, podszedł jeden z nich i powiedział: Pani jest taka piękna, cudowna, że ech... Ale u Stasia jest bezpiecznie. Zachwycił się Jej urodą i odszedł grzecznie. Zamówilem flaki i kapuśniak, Ona miała chęć na wiejski żurek. Ona ma teorię, że na zimę trzeba się omisiować. Czyli nabrać sadełka. Flaki były lux, kapuśniak przypomniał mi rodzinny dom z Galicji. No tak. Pan Stasio jest z Galicji.

Na drugie zamówiłem potężnego schabowego. Ona schab po hetmańsku. Zawinięty rozkosznie z czosnkiem i serem żółtym. Jak jej smakował. A mój schabowy. Rewelacja. Brakuje słów. Jak na schabowego to tylko do Stasia.

Podjadaliśmy, Szeryf opowiadał, jak sobie po Tanwi pływa kajakiem. I że w jego restauracji jest jak przy konfesjonale. Sadełko się wiązało leniwie, Ona mrużyła oczy i mruczała to swoje kochane Mmm..

Podsumowanie:

Knajpa prima sort. Dobrze, tanio i z charakterem. A te klimaty dawnych misateczek...

poniedziałek, 19 listopada 2007, kulinarnylublin

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: kluski z lublina, *.it-net.pl
2008/07/19 17:06:02
krwawa to może być co najwyżej "mary". fajny blog, nie wiedziałem, że w lublinie można dobrze zjeść. choćby pierogi ruskie, czy bułeczkę do sałatki.
-
Gość: pik, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/11/10 21:55:00
Co nowego u Stasia? Czy knajpka nadal działa? Pozdrawiam, obiecuję sobie wyprawę w stronę pięknej Lubelszczyzny. Odwiedziny w Tarnogrodzie - obowiązkowo. Co pamiętam, że Staszek w młodości (zapalony harcerz) robił świetne grille i dbał o dobrą kuchnię na obozach. Więc zadatki na kucharza ekstra miał od młodości.