Blog > Komentarze do wpisu

Karczma Rzym, Konopnica 163 A


Kuchnia: polska według Monatowej. Alkohole: wszystkie. Extra: catering, organizacja imprez. Rezerwacja: tak. Ceny: 15 - 20. Sala dla niepalących: tak. Miejsca: 120 w lokalu + 40 w ogródku. Dzieci: brak specjalnych dań, można zamówić pół porcji. Godziny otwarcia: 10 do 22. Telefon: 601 056 956.


The inn „Rzym” (Rome) might seem like a small castle taken out from a fairy tale it might also suggest italian menu but what they serve there is trullly polish cuisine. Unusual however. The recipies are very old and the harmony of tastes is exquisite

No matter if you are looking for a feast meal or just for a small, delicious treat ‘boczniaki’ (a mushroom appreciated best after truffle and morel) pot-roasted with butter and garlic is always a great choice. Secondly, this is one of the very few places where you can try ‘polewka ułańska’ (lancer soup) that is said to have been prepared for lancers in manor houses in XVIIIth century if they happened to turn up in strength, usually without a warning. White wine, broth, mushrooms, raisins, nutmeg... unusual and suprising.


Ona:

Teraz już wiem, że będę tu przyjeżdżać na boczniaki i to niezależnie od błyskawic. Duszone z masłem i czosnkiem, miło rozpływają się w ustach, a jeszcze większą radość sprawiają, kiedy można się nimi podzielić. Co nieco małe, a przyjemność duża.

O ułańskiej polewce słyszałam od Niego, zanim jeszcze wyruszyliśmy w drogę. Ciekawa byłam, ile ma w sobie z ułańskiej fantazji takie połączenie dobrego rosołu, białego wina, grzybów, rodzynek, cebulki, gałki muszkatołowej, grzanek... Każdy łyk przynosił inny aromat – czasem pikantna, czasem słodka albo grzybowa czy też słodko-grzybowa. Kubki smakowe nie miały czasu na nudę i przyzwyczajenie, fantazja na pewno była, ale przede wszystkim była harmonia smaków. Najbardziej niezwykłe stało się dla mnie samo odkrycie, że tak właśnie jadano w Polsce w XVIII wieku.

 

Czekając na główne danie – kaczkę – rozmawialiśmy z panem Marianem o nalewkach i o tym, jak ważne są serce i cierpliwość nie tylko w kuchni. On sam chętnie poleciłby zgłodniałym ‘wędrowcom’ schabowego z sosem borowikowym, wątróbkę po szlachecku (z boczkiem i cebulką), forszmak, pierogi, polędwiczki, w lecie chłodnik litewski na cielęcinie z szyjkami rakowymi, sandacza albo żeberko w miodzie. Z tym ostatnim wiąże się ciekawa historia: powstało z nie najlepszych emocji. Kiedyś w jakiejś restauracji pan Marian był tak zirytowany niesmacznym żeberkiem, że postanowił znaleźć przpepis na wyjątkowo pyszne. Znalazł go w bardzo starej książce kucharskiej i teraz podaje swoim gościom.

 

Ale wróćmy do naszych przyjemności: w sosie śliwka, karmel, likier brzoskwiniowy, ananas... a kaczka delikatna i naprawdę smakuje. Do tego surówki i pyszne ziemniaczki zapiekane z ziołami. Pan Marian często podkreślał, że dbanie o surowce do pierwszy warunek dobrej kuchni. W tym wypadku poczęstował nas najlepszym.

Trudno nie znać polskiej kuchni - zup, grzybów, mięs czy pierogów - a jednak potrawy w Karczmie Rzym mogą zadziwić harmonią i bogactwem smaków. Polecam szczerze, bo to kuchnia wyśmienicie polska.

On:

Mieści się przy kraśnickiej szosie w Lublinie, jeszcze przed skrętem na Konopnicę. Bajkowa architektura, wnętrze jak w kościele, Twardowski na księżycu pod sufitem. Najpierw wpadliśmy tu podczas burzy na boczniaki z patelni. Przez ogromne szklane drzwi widać było błyskawice, Ona chłonęła je z dreszczykiem rozkoszy. Potem spróbowała boczniaków z patelni. I znów był dreszczyk. Lubię patrzeć na jej wargi, jak je. Zmysłowo.

Wpadliśmy więc jeszcze raz. To królestwo Mariana Koczorowskiego, który w Lublinie miał słynną restaurację "Piwnica Rycerska". Stamtąd przeniósł najlepsze dania. Od polewki ułańskiej, przez wątróbki z boczkiem, genialną kaczkę czy sandacza po polsku. Sam pilnie studiuje stare książki kucharskie, więc dołożył schab po chłopsku rozbijany z boczkiem (nie dość że na pół talerza to jeszcze z pysznymi kartoflami i surówką za 14 zł) czy żeberka w polewie miodowej.

Zaprosiłem Ją na polewkę ułańską. Powolutku rozpoznawała smak wina, rodzynek, rosołu, chleba i gałki muszkatołowej. Smakowało. Choć była już po porcji boczniaków z czosnkiem i pietruszką, zjadła wszystko. Ja też, bo za ułańską oddam wiele.

Na drugie zamówiliśmy kaczkę w śliwkowo brzoskwiniowym sosie. Nie zapomnę, jak jadłem ją z Bikontem i Makłowiczem jeszcze w Rycerskiej. I tak jak wtedy zachwyciła mnie bogactwem smaków i aromatów. Coś dobrego. Bo kaczka smakuje jak kaczka, a nie wyprany ze smaku kurczak. Ale to już tajemnica "surowca", marynaty, sposobu pieczenia, bo w Rzymie piecze się ją jak w babcinej duchówce - długo.

W niedzielę w Karczmie Rzym gwarno na rodzinnych obiadach. Nic dziwnego, bo gdzie znaleźć taaakiego schabowego w tak sympatycznej cenie. Wpadniemy tam jeszcze raz. Wtedy Ona zamówi delikatnego sandacza po polsku, ja pójdę na całość i wezmę schabowego. A na deser? Jedno (przysięgam) żeberko w miodzie. Według recepty Monatowej.

wtorek, 22 maja 2007, kulinarnylublin

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Jolka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/26 16:44:16
Skusił mnie pozytywny komentarz i wybrałam się do Karczmy Rzym na obiad. To był horror: po godzinie z okładem dostalismy zamówienie - w zasadzie trudno to nazwac zamówienie bo nic sie nie zgadzało: wiekszośc dodatków się skończyła i w drodze losowania kuchnia wydawała co było najbliżej, oczywiście nie pytając nikogo o zdanie - zamiast łazanek pokrojona bułka, frytki za opiekane ziemniaki itd.
Pieczarki udają borowiki, grzybowa z torebki borowikową - istna loteria.
Jedna kelnerka, która mówi, że trzeba poczekać ok. 20 minut wiedząc, że to będzie ponad godzinę (na sali goście przy trezch stolikach).
Najgorszy obiad jaki jedliśmy w Lublinie i okolicach!
Omijajcie ich szerokim łukiem.
Niesmacznie i długooooo!